Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Polityka NIEPOKOJE MIĘDZYNARODOWE I SPOŁECZNE WOKÓŁ REINTERPRETACJI KONSTYTUCJI

AFP/Kazuhiro Nogi

17.07.2014 | 08:48
Autor: Krystian Karolak

Polityka premiera Shinzō Abe w kwestii zniesienia szeroko poruszanego zakazu aktywnego udziału Sił Samoobrony była jedną z najbardziej kontrowersyjnych. Teraz stała się ona dla wielu faktem.

Reinterpretacja jednego z zapisów japońskiej konstytucji, w której naród wyraźnie zrzeka się wojny na rzecz większego zaangażowania Sił Samoobrony w obronę sojuszników, już teraz został okrzyknięta jednym z najpoważniejszych zwrotów w polityce obronnej kraju od czasu zakończenia II wojny światowej. Wielokrotnie informowaliśmy o trwających dyskusjach w koalicji rządzącej, gdzie kluczowe okazało się dogadanie z wyjątkowo sceptycznym i nastawionym pacyfistycznie Nowym Kōmeitō. Pierwsze oznaki osiągnięcia kompromisu dało się dostrzec kilka tygodni wcześniej, gdy po sześciu rundach rozmów wiceprzewodniczący obydwu partii oznajmili dziennikarzom o przełomie w kwestii wprowadzenia zasady kolektywnej samoobrony. Punktem wyjścia okazało się przedstawienie przez wiceprzewodniczącego Partii Liberalno-Demokratycznej tzw. "trzech warunków", czyli de facto sytuacji, w których dozwolone byłoby wykorzystanie prawa do kolektywnej samoobrony. Pierwszy precedens obejmowałby kwestie zagrożenia istnienia państwa, życia ludzi, ich wolności oraz prawa do szczęścia zagrożonego na skutek zbrojnego ataku na Japonię bądź inny kraj. Drugi przypadek zachodziłby wówczas, gdy brakowałoby odpowiednich środków celem odparcia agresji i ochrony praw Japończyków, natomiast trzeci aspekt pojawiłby się z chwilą użycia wojska choćby w stopniu minimalnym do obrony. Posłowie wymienili też 15 hipotetycznch sytuacji zachodzących w trzech obszarach, gdzie incydenty w tzw. "szarej strefie" (strategii mieszczącej się między utrzymaniem pokoju, a wojną totalną, np. konieczność obrony strefy ONZ przed atakami wroga) nie wymagałyby działań wojskowych na szerszą skalę. Są to: ONZ-owskie misje utrzymania pokoju i międzynarodowej współpracy oraz działania odnoszące się do kolektywnej samoobrony.

Dość zastanawiające z punktu widzenia zawarcia kompromisu wydaje się stanowisko Nowego Kōmeitō. Wielokrotnie można było dostrzec głosy sprzeciwu polityków tego ugrupowania, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że głównym filarem ideologicznym tego ugrupowania jest pacyfizm oraz przekonanie, iż pacyfizm jednego z państw (ikkoku heiwashugi) będzie mieć realne przełożenie na stan ogólnoświatowy (sekai heiwashugi). W długiej walce przeciwko zaangażowaniu militarnemu Japonii, jaką ta partia podejmowała, był też początkowy sprzeciw wobec wysyłania Sił Samoobrony do Iraku w czasach premierostwa Junichiro Koizumiego, który ostatecznie zelżał pomimo nacisków Sōka Gakkai. Jaki związek ma z tym popularny w Japonii ruch religijny? Przede wszystkim z uwagi na dużą liczbę członków służy jako doskonała baza elektoratu, kierującego się podobnymi wartościami, co ów ruch religijny, mianowicie: ochroną zapisu konstytucyjnego w zakresie wolności religijnej oraz zapobiegnięcie ingerencji państwa w nie oraz uporanie się z korupcją w rządzie poprzez wprowadzenie etycznej perspektywy. Od momentu powołania przez Sōka Gakkai w 1954 roku protoplasty obecnego koalicjanta partii rządzącej, tj. Kōmeitō, realizowała ona politykę pacyfistyczną poprzez globalne rozbrojenie, prowadzenie niezależnej polityki zagranicznej oraz wspieranie polityki społecznej. Nowe Kōmeitō, istniejące od 1999 roku, formalnie nie mając żadnych związków z ruchem religijnym, pozostaje po dziś dzień ścisłych koalicjantem Partii Liberalno-Demokratycznej. Pomimo dzielących ich różnic w zakresie m.in. problemu wysp spornych Senkaku/Diaoyu i świątyni Yasukuni, udało im się sukcesywnie wesprzeć inicjatywę Partnerstwa Transpacyficznego, a także przyjąć kontrowersyjną ustawę o tajemnicach państwowych, często określaną jako "kaganiec" nałożony na media japońskie. W przypadku reinterpretacji konstytucji ugrupowanie wydawało się mocno podzielone, co zresztą było widoczne podczas dyskusji na panelu dotyczącym dyplomacji, spraw obronnych i konstytucji, który trwał ponad dwie godziny i czterdzieści pięć minut. Ostatecznie jednak decyzję powierzono kierownictwu partii na czele z Natsuo Yamaguchim, dla którego decyzja ta była wyrazem obrony własnego narodu, nie zaś innych. Równie istotne było też zaczerpnięcie opinii władz Stanów Zjednoczonych oraz innych państw Azji Południowowschodniej, które oczywiście powitały rozwiązanie z dużym entuzjazmem i aprobatą, oraz brak nacisków Sōka Gakkai, które pozostawiło partii podjęcie decyzji. Podczas negocjacji jedyną przeszkodą okazało się właściwe użycie sformułowania oraz zawarcie w reinterpretacji wartości wskazujących na dążenie do uszanowania prawa do szczęścia i wolności Japończyków.

Przede wszystkim jednak reinterpretacja konstytucji, a wraz z nią wprowadzenie w życie zasady kolektywnej samoobrony, otwiera drzwi do dość burzliwych debat. Z jednej strony mamy utworzenie nowego rozdziału w stosunkach amerykańsko-japońskich. Dotychczas, pomimo funkcjonowania Traktatu o wzajemnej współpracy i bezpieczeństwie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Japonią z 1960 roku, a zwłaszcza najbardziej znaczącego w niej zapisu w artykule 5., Kraj Kwitnącej Wiśni mógł liczyć na pomoc w przypadku "zbrojnego ataku przeciwko którejkolwiek ze Stron na terytoriach pod administracją Japonii, [który] będzie zagrożeniem dla ich pokoju (...), aby zażegnać wspólne niebezpieczeństwo, zgodnie z (...) konstytucyjnymi zasadami i procedurami." Przyjęcie tej zasady oznacza więc w praktyce nie tylko umożliwienie Japonii stawienie czoła zagrożeniom, lecz pozwala również na wejście w nowy, bardziej dojrzały etap stosunków bilateralnych ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej strony, niepokojące dla Japonii wydają się starania prezydenta Baracka Obamy służące zbliżeniu z Chinami, co zresztą podkreślił na wspólnym szczycie japońsko-amerykańskim z 24 kwietnia br. Dostrzega się rolę, jaką państwo to spełnia na arenie międzynarodowej, jednakże Waszyngton nadal upiera się przy stosowaniu twardej polityki wobec nieprzestrzegania praw człowieka, praw własności intelektualnej czy cyberataków. Dla Chin natomiast reinterpretacja jest wyraźnym sygnałem złamania systemu powojennego i "niebezpiecznym sygnałem skłaniającym do przebudzenia." Państwowa agencja informacyjna Xinhua stwierdziła, że "Japonia w przeszłości znana była z wykonywania dość przebiegłych zagrywek, wśród których było wypowiedzenie wojny Rosji, Stanom Zjednoczonym czy Chinom w ciągu ostatnich 100 lat. Teraz, mając większą swobodę w użyciu wojsk, Japonia może wywołać obawy na całym świecie." Nawet nacjonalistyczny "Global Times" powiązany z Komunistyczną Partią Chin opublikował karykaturę japońskiego premiera, do złudzenia przypominającego postać z amerykańskiego kina akcji - Rambo, z bandaną i dużym karabinem maszynowym.

Źródło: The Japan Times

Jest w tym wszystkim także japońskie społeczeństwo, którego zdanie w tym wypadku zostało zlekceważone. Wystarczy przyjrzeć się wynikom sondaży i ankiet, jakie niedawno przeprowadzono w związku z przyjęciem reinterpretacji konstytucji. W ankiecie telefonicznej przeprowadzonej 3 i 4 lipca br. przez agencję prasową Kyodo News, dało się zauważyć spadek popularności dla gabinetu Shinzō Abe w stosunku do poprzedniej ankiety, którą wykonano 21 i 22 czerwca - z 52,1 proc. do 47,8 proc. Równocześnie z powyższym wzrosła także niechęć Japończyków do administracji obecnego premiera, osiągając pułap 40,6 proc. (wynik poprzedniej ankiety to 33 proc.). Swój sprzeciw wobec reinterpretacji konstytucji japońskiej i wprowadzeniu zasady kolektywnej samoobrony wyraziło 54,4 proc., podczas gdy zwolenników było zaledwie 34,6 proc. Najgłośniej oponowały kobiet - 60 proc. respondentek było przeciwko, a niecałe 25 proc. było za. Zdecydowanie gorzej prezentuje się postawa mężczyzn, wśród których głosy rozłożone były niemalże równomiernie, z delikatnym wskazaniem na wykazywanie niechęci do zmiany. Większość okazała też niepokój brakiem wystarczającej debaty nad problemem (82,1 proc.), możliwością wciągnięcia Japonię w wojnę (61,2 proc.), a nawet nie zgodziła się na wysyłanie Sił Samoobrony na misje zakładające obronę zbiorową i wykorzystanie w ich trakcie siły (73,2 proc.). Wypowiadając się na temat poczynań Nowego Kōmeitō, 65,6 proc. respondentów było niezadowolonych z decyzji polityków tej partii, a wśród zwolenników 49 proc. się jej sprzeciwiło. Głosem, który mógłby reprezentować powyższe poglądy, byłby 94-letni Toshio Nakai, weteran, który brał udział w Bitwie w Zatoką Leyte podczas działań wojennych na Pacyfiku. Kwitując określenie "normalności" użyte przez premiera Abe, wskazujące na sytuację po wprowadzeniu zasady kolektywnej samoobrony, powiedział on, że to "zwykli ludzie są tymi, którzy udają się na wojnę, by ratować twarze liderów. Muszą być jednak inne sposoby zapewnienia szczęścia ludziom." Jego zdaniem Japonia nie potrzebuje być supermocarstwem, zamiast tego powinna działać pokojowo wobec zmieniającej się społeczności międzynarodowej.

ŹRÓDŁA

The Japan Times
The Japan Times
The Japan Times
Mainichi Shimbun
Mainichi Shimbun
Asahi Shimbun
Asahi Shimbun
Asahi Shimbun
Asahi Shimbun
Yomiuri Shimbun
Yomiuri Shimbun
Yomiuri Shimbun

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

Abe   obronność   USA   Tokio   stosunki międzynarodowe   Chiny   kontrowersje  

NASZE ARTYKUŁY

Serce Kiusiu – Fukuoka

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy