Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film MUZYCY NA EKRANY!

Plakat filmu „Detroit Metal City”; źródło: IMDB

28.07.2017 | 17:14
Autor: Martyna Wyleciał

Muzyka w filmie to nie tylko ścieżka dźwiękowa. To również temat, inspiracja czy wreszcie sami muzycy występujący w filmach.

Temat muzyki filmy podejmują w różnorodny sposób. Czasem główny bohater czy bohaterowie należą do zespołów: muzyka odgrywa w ich życiu ważną rolę bądź jest tylko impulsem do zrobienia czegoś, zajrzenia w głąb siebie lub osiągnięcia emocjonalnej dojrzałości. Z muzyką stykają się w filmach młodzi i starzy, amatorzy i profesjonaliści; to historie o ludziach sławnych i zupełnie nieznanych zespolikach. Jak wiele jest melodii, tak wiele jest sposobów na opowiedzenie o muzyce. 

Zainspirowani muzyką

Warto zacząć od nagrodzonego w 2009 roku Oscarem filmu „Pożegnania” (Okuribito), wyreżyserowanego przez Yōjirō Takitę. Muzyka jest silnie obecna w życiu głównego bohatera, wiolonczelisty Daigo Kobayashiego, który zmuszony był porzucić karierę muzyczną w orkiestrze, powrócić do rodzinnego miasta i rozpocząć pracę w domu pogrzebowym. Muzyka towarzyszy bohaterowi i pomaga mu poradzić sobie w trudnych chwilach. Film spajają grane na wiolonczeli przepiękne melodie, niosące, tak jak i cały film, smutek, a także głębokie piękno oraz przebijające spod nich nadzieję i radość.

Bohaterowie filmu „Maestro!” (Maesutoro!, reż. Shōtaro Kobayashi), który w 2016 roku można było obejrzeć na przeglądzie filmów japońskich w Warszawie, także tracą pracę w orkiestrze. Nie bez trudu zbierają się na nowo pod batutą despotycznego dyrygenta, starając się stworzyć coś z niczego. To bardzo częsty motyw: zespół czy orkiestra składa się z amatorów czy wręcz nieudaczników, którzy po pokonaniu licznych przeciwności w końcu odnajdują swoje muzyczne powołanie, zyskując przy tym życiowe doświadczenie.

Tak było w przypadku dziewczyn z filmu „Linda Linda Linda” (reż. Nobuhiro Yamashita) chcących za wszelką cenę wystąpić na szkolnym festiwalu. Nie pozwalają, by przeszkodziły im w tym takie przeciwności jak kontuzja gitarzystki czy odejście wokalistki na trzy dni przed tym ważnym wydarzeniem. Przyjmują do zespołu pochodzącą z Korei Son, która ledwo mówi po japońsku, i dążą do zrealizowania swoich planów. Co ciekawe, piosenką, którą chcą zaprezentować, jest tytułowa „Linda Linda Linda” zespołu the Blue Hearts, bardzo popularnej kapeli z lat 80.

Jeśli chodzi o ten zespół, to warto wspomnieć, że w 2017 roku w ramach projektu filmowego „Blue Hearts ga kikoeru” sześciu reżyserów wybrało po jednej piosence z ich repertuaru i na tej podstawie stworzyło krótkie filmy. To z resztą nie jedyny taki przypadek, bo film „Control Tower” w reżyserii Mikiego Takahiro został stworzony w oparciu o piosenkę zespołu Galileo Galilei o tym samym tytule. Reżyser ten ma zresztą na swoim koncie inną produkcję poświęconą muzyce, „Solanin”, która zostanie omówiona później.

Muzykę do filmu „Pożegnania” stworzył znany japoński komozytor, Joe Hisaishi; źródło: YouTube/FilmTeaser

Muzycy przed kamery

Kino już dawno poznało się na znaczeniu angażowania w produkcję gwiazd i celebrytów – nie tylko zresztą filmowych. Występ znanych wokalistów również nie jest niczym rzadkim. Często zdarza się, że jeśli muzyk występuje w filmie, to jego utwór potem znajduje się gdzieś na ścieżce dźwiękowej. Taka praktyka jest standardem u wykonawców należących do agencji Johnny’s Entertainment. Członkowie popularnych boysbandów często występują w filmach i serialach. Lista takich produkcji jest niezwykle długa i choć cieszą się one dużą popularnością, rzadko dotyczą muzyki.

Również artyści spoza nurtu j-popowego próbują swoich sił jako aktorzy. Na przykład popularny solista GACKT oraz Hyde, członek zespołów VAMPS czy L’Arc~en~ciel, zagrali razem w filmie o wampirach „Moon Child” (reż. Takahisa Zeze). Wampirem został też Atsushi Sakurai, wokalista zespołu BUCK-TICK: zagrał w krótkim filmie w reżyserii Ryūheia Kitamry, „Longinus”. Wokalista i gitarzysta MIYAVI stawiał swoje pierwsze aktorskie kroki w krótkim filmie autobiograficznym zatytułowanym „Oresama”. Długo później zadebiutował w Hollywood, grając komendanta obozu jenieckiego w Japonii w filmie Angeliny Jolie, „Niezłomny” (Unbroken). Wystąpił także w epizodycznej roli w amerykańskim blockbusterze „Kong: Wyspa czaski” (reż. Jordan Vogt-Roberts). Jin Akanishi (były członek boysbandu KAT-TUN, a dziś artysta solowy) pojawił się u boku Keanu Reevsa w produkcji „47 roninów” Carla Rinscha. Zazwyczaj jednak są to epizodyczne role i nawet występy w wielkich hollywoodzkich produkcjach są jedynie dla tych artystów ekscytującym dodatkiem do kariery muzycznej. 

Warto również dodać, że poza „Oresamą”, która jednak nie była filmem szeroko dystrybuowanym, żaden z wymienionych filmów nie traktuje o muzyce. Dlatego warto wspomnieć o takim tytule jak „Taiyō no Uta” (reż. Norihiro Koizumi), gdzie piosenkarka YUI zagrała dziewczynę, która nie może wychodzić na światło dzienne, więc nocami gra przed dworcem na gitarze. W filmie pojawiają się również jej piosenki. Jin Akanishi wcielił się w rolę wokalisty zespołu w debiucie reżyserskim Shunjiego Iwai, „BANDAGE”. Również gitarzysta i skrzypek SUGIZO w filmie Kena Nikai „Soundtrack” zagrał rolę czyniącą zadość jego umiejętnością muzycznym. Podobnie jest z Miką Nakashimą, która wystąpiła i zaśpiewała w filmie „Nana” Kentarō Ōtanigo.

Równie ciekawy soundtrack co film „Nana” ma anime o tym samym tytule, gdzie swoich głosów dwóm bohaterkom użyczyły popularne piosenkarki: Anna Tsuchiya i OLIVIA; źródło: YouTube/MafyRapper

Materiał na film

Jak zostało pokazane, muzycy próbują swoich sił w kinematografii. Czasem jednak zdarza się, że artysta albo zespół zostaje inspiracją dla reżysera. Powody są różne, na przykład popularność, oryginalność, dramatyczna historia albo preferencje twórcy filmu. Powstają i filmy dokumentalne, i fabularne oparte na działalności danych artystów. Obecnie na przykład kolejne sukcesy święci dokument „We are X” (reż. Stephen Kijak), ukazujący historię zespołu X JAPAN, powstałego w latach 80., który stał się prekursorem stylu visual kei. Warto wspomnieć również o filmie telewizyjnym „Kaze no shōnen: Ozaki Yutaka Towa no Densetsu”. Hiroki Narimiya wcielił się w rolę Yutaki Ozakiego, muzyka, który w latach 80. był niezwykle popularny w Japonii. Piosenkarz zmarł tragicznie w 1992 roku. Film w reżyserii Takashiego Fujio ukazuje jego burzliwe życie i przybliża twórczość tego artysty.

Czasem za inspirację do napisania scenariusza może posłużyć nie konkretna postać, a cały gatunek muzyczny. Poniekąd tak jest we wspomnianym już dokument „We are X”, który przedstawia początki powstania nurtu visual kei. Ale na przykład Shion Sono w swoim filmie „Tokyo Tribe” (Tōkyō Toraibu) zagłębia się w świat gangów ulicznych oraz… rapu. Ten pełen absurdu, brutalności i kiczowatej estetyki filmi przypomina rozbuchany musical. Większość kwestii w tym filmie jest rapowanych, a poszczególne gangi mogą dać pojęcie o tym, jak różne style tej muzyki i subkultury można znaleźć w Japonii. Podobną tematykę, aczkolwiek w zupełnie innej konwencji, przedstawia Yū Irie w filmie „8000 miles” (SR: Saitama no rappā). To historia grupki raperów z Saitamy, ale na pewno brak w niej szaleństwa filmów Shiona Sono. 

Członkowie gangów, którzy rapują, zamiast walczyć, to rzeczywistość w filmie Shiona Sono; źródło: YouTube/Movieclips Film Festivals & Indie Films

Papier – muzyka – film

Wspomniane wcześniej „Tokyo Tribe” powstało na podstawie mangi Inoue Santy, podobnie jak przywoływane już „Maestro!”, którego pierwowzorem była manga Akiry Sasō. W książkach i komiksach można również znaleźć motywy muzyczne, a te zaś służą za inspiracje twórcom filmowym. Film „The Liar and His Lover” (Kanojō wa Uso o Aishisugiteru) Norihiro Koizumi opiera się na przykład na mandze dla dziewcząt autorstwa Aoki Kotomi i opowiada o kompozytorze, basiście i zakochanej w nim fance, która, kłamiąc co do swojego wieku, wplątuje się w serię kłopotów.

Dobrym przykładem są też „Nana” i „Nana 2”, nakręcone na podstawie komiksu Ai Yazawy. To historia dwóch dziewcząt noszących to samo imię, których losy nieoczekiwanie się splatają. Jedna z nich, Nana Ōzaki (grana przez piosenkarkę Mikę Nakashimę), jest w wokalistką w punkowym zespole Black Stone, który z trudem próbuje przebić się na scenie muzycznej. Jej były chłopak natomiast zyskuje coraz większy rozgłos jako członek TRAPNEST.

Zupełnie inny klimat ma film „Detroit Metal City” (reż. Toshio Lee), również nakręcony na podstawie mangi autorstwa Kiminoriego Wakasugiego. Głównym bohaterem jest Sōichi Negishi, grany przez Ken’ichiego Matsuyamę, który bardzo chce grać rzewne piosenki na modłę szwedzkiego popu, ale przez przypadek zostaje wokalistą deathmetalowego zespołu i musi robić coś zupełnie niezgodnego ze swoim charakterem. Ta znakomita, acz absurdalna komedia wyśmiewa przeróżne gatunki muzyczne w Japonii, od wspomnianego deathmetalu, przez punk czy rap (z przedstawicielami tych gatunków Negishi mierzy się na swojej drodze do osiągnięcia popularności). 

 W filmie „Detroit Metal City” pojawia się nawet w niewielkiej roli Gene Simmons, założyciel kultowego zespołu KISS; źródło: YouTube/FILMS NEW PEOPLE

Piosenka cię uratuje

Jeśli chodzi o filmy z odrobiną absurdu, nie sposób nie wspomnieć „Fish story” (Fisshu sutōrii) w reżyserii Yoshihiro Nakamury, w którym piosenka nieznanego niemal nikomu zespołu ratuje świat przed apokalipsą. Film powstał na podstawie książki Kōtarō Isakiego. Powieść Kei Nakazawy zaś zainspirowała Takijiego Suzukiego do stworzenia filmu „Królik z orkiestry” (Gakutai no usagi), opowiadającego o dojrzewaniu i odkrywaniu w sobie pasji do muzyki przez nieśmiałego ucznia.

Młodzi ludzie, których życie zmieniła muzyka, są częstym tematem filmów. Nierzadko muszą oni dopiero przekonać się do bycia w zespole, orkiestrze czy po prostu tworzenia muzyki. Chłopcy w filmie „Z pieśnią na ustach” (Kuchibiru ni uta o) Takahiro Miki, najpierw wstępują do szkolnej orkiestry, bo fascynuje ich uroda nowej tajemniczej nauczycielki. Muzyka pomaga uczniom dojrzeć i się rozwinąć, a nauczycielce przepracować traumę z przeszłości. Swoją duchową przemianę dzięki muzyce przechodzi także buddyjski mnich (grany przez muzyka rockowego Suneohaira) w filmie „Abraxas” (Aburakusasu no matsuri) Naokiego Katō. Również i tu za pierwowzór posłużyła książka napisana przez mnicha buddyjskiego Soku Genyu. Główna bohaterka wspomnianego już filmu „Solanin” rzuca pracę, by wraz ze swoim chłopakiem walczyć o sukces początkującego zespołu, którego on jest członkiem.

W filmie „Fish story” jedna piosenka łączy ludzi z różnych dekad i w końcu zapobiega apokalipsie; źródło: YouTube/thirdwindowfilms

Wielokrotnie w filmach muzyka jest pretekstem do dokonania zmian w życiu. Jest też przewodnikiem podczas trudnego okresu dojrzewania albo wsparciem w chwilach słabości. Postaci dzięki tworzeniu muzyki przepracowują swoje traumy albo spełniają marzenia (a nawet ratują Ziemię przed zmierzającą ku niej kometą).

Czasem jednak bohaterowie filmów należą do różnych zespołów dlatego, że muzyczny świat jest niezwykle ciekawy. Twórcy filmowi lubią eksplorować interesujące subkultury narosłe wokół jakiegoś gatunku muzycznego (na przykład hip-hopu czy deathmetlu), a także w swoich produkcjach przybliżać sylwetki znanych artystów. Sami muzycy nie stronią też od świata filmu, choć częściej występują w produkcjach niezwiązanych z muzyką. Za to ich piosenki z powodzeniem służą nie tylko jako fragment soundtracku, ale także jako inspiracja dla scenariuszy. To tylko przykłady tego, jak można mówić o muzyce językiem filmowym, bo że warto mówić – nie ma co do tego wątpliwości, gdyż to temat bogaty i wdzięczny.

ŹRÓDŁA

IMDB

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

manga i anime   film   muzyka   rock   visual kei   j-pop  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy