Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura OPOWIEŚĆ O DOMOWOJU W JAPONII

rejigdesign.com

11.06.2013 | 20:36

Opowiadanie wyróżnione w "Konkursie z japońskimi duchami w tle". Autor: Anna Kmiecik, praca bez tytułu.

Za życia cosik dobrego zrobiłem, ale i cosik przeskrobałem. Kochałem ja swoje gospodarstwo całym sercem i duszą, aż w końcu umarłem. Ale jakosik mi się do zaświatów nie spieszyło. Byłem ci ja przez cały swój dotychczasowy żywot pośmiertny spokojnym ubożem, zwali mnie też czasem domowojem. Zamieszkiwałem zapiecek w domu swoim, starym lecz własnym. Państwo moi szczodrzy byli niezmiernie i dnia bez posiłku nie uświadczyłem. Domownicy tradycje szanowali, nie pamiętam więc dnia, gdy z brody okruszków strząsać nie musiałem. Choć nie mogli mnie widzieć, dokładałem wszelkich starań, by strzec domu przed innymi złymi duchami, pomagałem przy codziennych pracach, zżyliśmy się bardzo. Nawet sobie kikimory żadnej nie szukałem, bo co baba w domu, to i kłopoty może przynieść. Nadszedł jednak dzień, w którym wielki grad spadł na dom nasz, i ani ja, ani karmiciele i przyjaciele moi nie byliśmy w stanie żywiołu pokonać. Państwo moi zniknęli na dzień i noc, i kolejnego dnia ćwiartkę, lecz wrócili do mnie, do ruin moich.
- Domowoju nasz drogi – usłyszałem jak wołają – wyjeżdżamy do kraju dalekiego, Japonii. Wiemy, że to kilometry niepojęte, lecz prosimy cię o dalszą opiekę nad nami i naszym nowym domem.
Z ciężkim sercem swój stary, lecz zniszczony dom opuszczałem, w strachu przed nowym, lecz z karmicielami dotychczas żyło mi się dobrze, a gospodarka moja legła w gruzach.
Nad podróżą rozwodził się nie będę, ale na takie ceregiele to ja już za stary byłem.

 

Zasiadłem właśnie w jakimś przedziwnym ustrojstwie kanciastym, bez okien, z jakimiś „matamitatami” cokolwiek to miało być i wzdychałem ciężko.
- Mówili, że sufit czasem się obsypuje, ale remont powinien to załatwić. – powiedział pan do pani. Uniosłem wtedy oczy swe ku górze i zobaczyłem rzecz niepojętą. Ryj niby to koński, niby jaszczurki, brzuch obwisły jak u starego dziada, ubrany w spódnicę z papieru. Wisi toto nad sufitem, przyczepione językiem i liże ten sufit. Obrzydlistwo jedno, słyszę jak ślurpie niemiłosiernie i porusza się po suficie. Wierząc, że mówi to po duchowemu zapytałem w nadziei, że przestanie ślurpać na chwilę:

- Co ty tam robisz z tym sufitem?
- Pożar gaszę! Nie widzisz? Ten wielki, wielki pożar! Dom, ratuję dom!

Była to moja pierwsza rozmowa z Tenjoumame, bo tak się owe cudactwo nazywało. Minął już tydzień, a ten dalej liże swój sufit. Ale powiem wam, zastanawiam się w jaki obłęd ja popadnę w tej Japonii? Bo on też musiał być taki jak ja kiedyś. Może nawet z Polski tu przyjechał? Prawdę wam powiadam, na trzeźwo się tu nie da żyć, a to ich sake lichutkie tak, jakby go nie było. Za stary już jestem na takie zmiany. Czy mogę już w końcu oszaleć jak on? 

NASZE ARTYKUŁY

Serce Kiusiu – Fukuoka

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy