Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura SYNDROM SEIDENSTICKERA – RECENZJA ,,MORZA WEWNĘTRZNEGO" DONALDA RICHIE

Okładka książki; źródło: Wydawnictwo Czarne

13.10.2019 | 13:07
Autor: Justyna Szumiec

Kolejna książka podróżnicza o Japonii czy niesmaczny pamiętnik erotycznych przygód autora? Czy „Morze Wewnętrzne” daje się przyporządkować do prostych opisów?

Na polskim rynku pełno jest obecnie książek podróżniczych o wyprawach do Kraju Kwitnącej Wiśni. Od weteranki Beaty Pawlikowskiej, przez kontrowersyjną Joannę Bator, aż po mniej znanego Piotra Milewskiego – wystarczy podejść do jakiejkolwiek księgarni by na nie natrafić. Mnogość tych relacji i ich różnorodny poziom wywołują wiele dyskusji na temat tego, w jaki sposób należy pisać o obcych kulturach rzetelnie a jednocześnie z pewną dozą należytej krytyki. Nic dziwnego więc, że kolejne premiery witane są już z odrobiną niepewności – czy autorowi uda się spojrzeć na ten temat świeżym okiem? Czy uniknie nadmiernej generalizacji i zrozumie niuanse kulturowe bez wykształcenia japonistycznego?

„Morze Wewnętrzne” Donalda Richiego również budzi takie obawy, ale praca ta nieco różni się od typowych książek podróżniczych na temat Japonii, które przewinęły się przez polski rynek w ciągu kilku ostatnich lat. Przede wszystkim, choć publikacja ukazała się w Polsce dopiero kilka miesięcy temu, po raz pierwszy wydano ją w USA prawie pół wieku temu. Powstała na podstawie dzienników autora prowadzonych głównie podczas podróży po wysepkach japońskiego Morza Wewnętrznego w 1962 roku. Już samo to sprawia, że Richie opisuje inną Japonię – tę sprzed czasów gospodarki bańki mydlanej, sprzed rozwoju popkultury. W dodatku tereny licznych, mało znanych wysepek pomiędzy Honsiu a Sikoku ewoluowały w zupełnie innym tempie niż stolica czy większe miasta. Chociaż na mapie zamieszczonej na początku książki zaznaczono słynne atrakcje takie jak Himeji, Miyajima czy Hiroszima, tak naprawdę większość materiału jest poświęcona miejscom anonimowym, niezwykle niszowym celom podróży, nawet obecnie.

Sam Donald Richie to postać równie ciekawa, co jego dzieła. Nie był to przypadkowy turysta – po raz pierwszy pojechał do Japonii w czasie wojny jako żołnierz, by powrócić zaledwie kilka lat później. Jako wykształcony filmoznawca rozpoczął wówczas pracę dla The Japan Times, pisząc o kulturze i społeczeństwie. Wkrótce artykuły zamieniły się w pełnoprawne książki. Do dziś jedną z jego najlepiej ocenianych prac pozostaje „A Hundred Years of Japanese Film” (Kodansha America, 2005). Polskim czytelnikom może być znany z wydanego w 2008 roku „Kumagai: Droga Wojownika”. Przez lata największą miłością autora niezmiennie było jednak kino, a zwłaszcza dzieła legendy japońskiej kinematografii – Yasujiro Ozu. Richiego rozpoznawano na zachodzie głównie jako osobę, która przedstawiła utalentowanego reżysera reszcie świata, pisząc o nim prace i interpretując każdy kolejny film. Wszystkie te fakty pomagają zrozumieć zalety i wady „Morza Wewnętrznego”.

Książkę można podzielić na dwie części: opis podróży autora i jego osobiste problemy, które przewijają się co kilka rozdziałów. Choć relacje z wycieczki po niewielkich, nieznanych wyspach mogą wydać się momentami nieco monotonne, trzeba przyznać, że Richie wywiązuje się ze swojego zadania na tym etapie bardzo dobrze. Potrafi znaleźć coś interesującego na każdej wyspie, rozmawia z mieszkańcami i daje czytelnikowi obraz mentalności japońskiej wsi tamtego czasu. Nie można nie pochwalić jego fenomenalnego języka – poetyckiego, pełnego żywych opisów krajobrazów, jakie dane mu było zobaczyć. Szczególnie ciekawy jest z pewnością opis wizyty na wyspie-leprozorium, w którym pisarz ukazuje życie trędowatych w Japonii – jest to temat bardzo rzadko wspominany, o którym ciężko znaleźć informacje w literaturze na polskim rynku. W książce zdarzają się oczywiście niefortunne wypowiedzi nieco za bardzo lub zbyt odważnie generalizujące Japończyków. Ale istotne jest to, że autor sam przyznaje się do tego, że jest romantykiem i czasami ma tendencję do przesady.

Zaskakują momenty, gdy Richie decyduje się opisać swoje prywatne życie – a zwłaszcza jego erotyczne aspekty. Osobiste wspominki autorów bywają cennym dodatkiem do ich podróży – pokazują na przykład, jak dane miejsce wpływa na ich charakter i życie. Jednak nie tak dzieje się w przypadku „Morza Wewnętrznego”. Jego problemy z żoną, którym poświęcono cały rozdział, niewiele mają wspólnego z Japonią. Należy zadać sobie pytanie, ile osób zainteresowanych Krajem Wschodzącego Słońca doceni jego nadmierne skupienie na seksie i erotyzowanie większości spotkanych kobiet, a nawet mężczyzn. Niektórzy czytelnicy mogą wręcz poczuć się niezręcznie, czytając opis jego nieudanego flirtu z zaledwie piętnastoletnią Japonką. Choć przeżycia te wyraźnie były istotną częścią podróży Richiego, zawarcie w książce tych kontrowersyjnych fragmentów może spolaryzować czytelników.

Tradycyjnie dla Wydawnictwa Czarnego, które znane jest z publikacji na wysokim poziomie, jeżeli chodzi o reportaże i książki podróżnicze, samemu wydaniu niewiele można zarzucić. Tłumacz doskonale oddał romantyczne opisy autora i zadbał, by wszystkie japońskie słowa pozostały dobrze wyjaśnione i zachowane w oryginalnej pisowni. Można mieć pewne wątpliwości co do odmiany niektórych japońskich słówek. Sergiusz Kowalski wyraźnie starał się pozostać jak najbliżej oryginału i przez to w książce znalazły się nieco dziwnie brzmiące fragmenty, jak: „[...] ze szczytu Chikami-yamy”. Tłumacz zdecydował się na typowe rozwiązanie w kwestii przedłużeń: bardziej znane nazwy własne, które przeniknęły już do polskiego języka (Tōkyō – Tokio, Honshū – Honsiu) zmienił na nasze odpowiedniki, natomiast Tarō Urashimę czy Dōgo pozostawił wedle zmodyfikowanego Hepburna. Wyjątkiem od tej reguły zdaje się jedynie wyspa Ōshima, która raz pojawia się z przedłużeniem, a kiedy indziej bez. 

Autor używa nazwy „Syndrom Seidenstickera” by opisać częstą reakcję na spotkanie z Japonią, mówiąc: „[…] waham się nieuchronnie między miłością a nienawiścią”. Tymi słowami trafia idealnie w serce problemu istniejącego od czasu odkrycia Kraju Kwitnącej Wiśni przez Zachód. Wewnętrzne, pozorne sprzeczności często sprawiają, że obcokrajowcy zapominają o prostym fakcie: Japonia jest krajem podobnym do innych – a nie można kochać ani nienawidzić całego kraju. Podobne odczucia budzi jego dzieło – są w nim rozdziały interesujące i warte przeczytania dla każdego miłośnika Japonii, ale są też takie, które spowodują u czytelników konsternację, biorąc pod uwagę tematykę, jaką porusza autor. Nie żałuję lektury „Morza Wewnętrznego”, ale nie sądzę bym ponownie po nie sięgnęła. Być może nie jest to najlepszy początek przygody z relacjami z Japonii i lepiej nadaje się jako uzupełnienie wiedzy albo ciekawostka dla tych, którzy są już nieco zaznajomieni z tym krajem.

------------------

Morze Wewnętrzne

Autor: Donald Richie

Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne

Tłumaczenie: Sergiusz Kowalski

Data i miejsce wydania: Wołowiec 2019

 

ŹRÓDŁA

The Japan Times

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

literatura  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy